Szukaj

Pierwsze spotkanie z vaporizerem

Adrian, 12 czerwiec 2019
Pierwsze spotkanie z vaporizerem

   Jestem użytkownikiem suszu już od bliskich paru lat. Pojęcie "vaporizer" było mi znane, ponieważ obiło mi się o uszy. Jednakże dopiero po czasie okazało się, że moje wyobrażenie owego urządzenia było błędne.

   Po raz pierwszy usłyszałem o vaporizerach po wyjściu G-pen'a od Snoop Dogg'a. Wtedy byłem święcie przekonany, że tak własnie wygląda prawidłowe urządzenie i działa na zasadzie spalania suszu. Jak się okazało były to błędne przypuszczenia - sprzęty te nie spełniały wszelakich form bezpieczeństwa i po prostu nie nadawały się do użytku. Miałem okazje z owego korzystać - więc moje pierwsze doświadczenia w tym temacie nie były zbyt ciekawe.

   Któregoś dnia kolega zaproponował luźne wyjście. Zebraliśmy się ze znajomymi i ruszyliśmy w tzw. plener. Oczywiście nie wyszedłem z pustymi rękoma - posiadałem zmielony susz, jednakże nie miałem jak go skonsumować. Poinformowałem o tym fakcie kolegę - on zaś zaśmiał się i zapytał - czy wiem co to vaporizer? No oczywiście, że wiem, przecież już z jednego korzystałem i nie zachwycił mnie swoim działaniem. W momencie gdy poinformowałem go z jakiego urządzenia korzystałem, zaśmiał się. Powiedział, że ma coś co jest w działaniu bezpieczne i dużo bardziej skuteczne. Tym urządzeniem był VapCap - od razu zabraliśmy się do konsumpcji.

   Kompletnie nie wiedziałem jak z tego korzystać, więc uważnie się przyglądałem. Drobno zmielony susz umieścił w malutkiej komorze, następnie po złączeniu z resztą urządzenia zaczął podgrzewać jego koniec zapalniczką. Po chwili było słychać delikatny dźwięk - jak się okazało była to informacja, że urządzenie jest gotowe do działania. Po czym zaczął delikatnie się z niego zaciągać. Poprzez umiejętne operowanie "sprzęgiełkiem" i delikatne wciąganie powietrza, zauważyłem, że faktycznie coś jest na rzeczy. Przyszła moja kolej - oczywiście u mnie, jako, że był to mój pierwszy raz, nie wyglądało to tak zgrabnie jak u mojego znajomego. Mimo wszystko poczułem lekkie drapanie w gardle i po wypuszczaniu powietrza mogłem zauważyć towarzyszącą mu parę. Po paru sesjach z urządzenia naprawdę byłem w szoku. Susz po skończonej waporyzacji nie był przypalony mimo intensywnego ogrzewania zapalniczką żarową, a przypieczony - z zielonego koloru w ciemny brązowy. Na efekty nie musiałem długo czekać - jestem w stanie stwierdzić, że były one dużo delikatniejsze i przyjemniejsze niż po innych metodach przyjmowania suszu. Byłem tak mocno zafascynowany tym urządzeniem, że postanowiłem zagłębić się w ten temat. Jak się okazało jest to najzdrowsza forma przyjmowania suszu.

   Od mojego pierwszego spotkania z vaporizerem miałem okazję testować wiele tego typu urządzeń. Waporyzację stosuję po dziś dzień i według mnie przewyższa inne formy konsumpcji suszu. Delikatne działanie, przyjemne przyjmowanie i niesamowita wydajność sprzętów - tak właśnie zaczęła się moja przygoda.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów